wyobraziła sobie dwóch młodych chłopców, których ojciec hołdował zasadzie, Ŝe nie

jeden z organów Mandy. Przedstawił się częściowo jako Mandy.
stoliku. Zasłonię się gazetą, Mitz mnie nie zauważy. Przywitasz się,
- Och! - zareagowała Kimberly. - To była zła sprawa.
Tak czy inaczej elementy tego pomieszczenia były warte minimum piętnaście
Ale nikt nie narzekał. Wciąż nadjeżdżały samochody. Ogorzali farmerzy w niedzielnych
O’Grady. Nic z tego nie wyszło. W domu Shepa oczekiwał już Avery Johnson. Uparł się być
pociągali nieodpowiedni ludzie. Ale mama? Mama była ostrożna. Nie
– Nie musiał. Był zakochany po uszy. Miał to wypisane na twarzy.
- Dzisiaj wyciągnąłem akta wszystkich dawnych spraw i stworzyłem
– Ciekaw jestem, co zadecydowało w przypadku Danny’ego O’Grady – zastanawiał się
- Zrobiła to jego była żona.
Greenwich Village, Nowy Jork
- zupełnie nieprofesjonalne. W końcu miała się zająć papierkową robotą,
waliło jej jak młotem, a dłonie zacisnęły się w pięści.

gdy dawno nieodczuwane emocje znów wychodzą na

Zaraz, jak to szło? Jakaś gra słów. Od A do Z? Trzy razy Z? Wreszcie przypomniała sobie:
ewentualnie jechali do niego, a kiedy rano się budził, już jej nie było.
Mann przeniósł ciężar ciała na pięty. Westchnął i zakończył zadowolony:

na stoliku i zaczęła obracać ją w dłoniach. Nie chciała odpowiadać na

że to pani będzie...
Po kwadransie Arabella poczuła lekki niepokój. Siedzące obok niej kobiety już odeszły i wydało się jej, że jest Wystawiona na ostrzał ludzkich spojrzeń. Poza tym miała na sobie tylko cienką, perkalową sukienkę z krótkimi rękawami i zaczęła się trząść z zimna. Dzień był wprawdzie bardzo upalny, lecz teraz zerwał się od wschodu chłodny wiato Przypomniała sobie o pozostawionym w pobliżu płaszczu, ale gdzie go szukać? Rozejrzała się dokoła i z ulgą dostrzegła wciśnięte koło starego dębu zawiniątko. Rzuciwszy okiem na namiot z piwem, podbiegła do drzewa.
- Mamo... - Gloria patrzyła na nią coraz bardziej przerażona. - Uspokój się, razem coś wymyślimy. Obiecuję, że znajdę jakieś wyjście...

podał mi nazwiska, ponieważ to nie wydawało się ważne. Telefonował niejaki

- Gdybyś naprawdę nie chciał mnie skrzywdzić, nigdy więcej byś się z nią nie zadał. Opowiadałeś, jak bardzo jej nienawidzisz, ile bólu ci sprawiła... Kłamałeś. Wszystko, co mówiłeś, było kłamstwem.
- Kiedy zorientowałeś się, że wydział wewnętrzny cię namierzył, pogrążyłeś, według niego, kumpli, byle ratować własny tyłek. Poszedł na współpracę z tobą, bo groziłeś jemu i jego rodzinie. Oczywiście nie miał nic do stracenia, skoro otrzymał gwarancję, że nie będzie za nic odpowiadał.
- Chciał się pan ze mną widzieć, milordzie? - dygnęła.